Czy jest się czego wstydzić?!?!

Ela i morze :)
Ela i morze :)
Dziś na blogu historia Eli, która ma już długi staż chorowania. Dzieli się Ona z nami swoją historią, ale też swoimi obawami. Przypominamy o akcji: Pokażmy Młode Twarze Reumatyzmu!!! Jeśli chcecie podzielić się Waszą historią to ślijcie je (wraz ze zdjęciem!) do Marty na adres: m.kotarba@3majmysierazem.pl

Czy jest się czego wstydzić?


Miałam odebrać świadectwo ukończenia pierwszej klasy szkoły podstawowej, ale dostałam wysokiej gorączki. To był początek mojej przygody z chorobą reumatyczną. Zmiany w stawach i ograniczenia ruchomości pojawiły się szybko. Złe leczenie, mało rehabilitacji, nadopiekuńczość ze strony rodziny, moja bierność… wiele czynników sprawiło, że stało się tak, jak się stało, czyli choroba wzięła górę nad moim życiem. Od czwartej klasy szkoły podstawowej przebywałam w sanatorium reumatologicznym "Małgosia" w Cieplicach, które stało się moim drugim domem. Później parę długich lat remisji, których jednak nie doceniałam ze względu na ograniczoną sprawność i specyficzną postawę swoją i bliskich. Nastał czas, że zmiany w stawach były na tyle duże, że poruszanie się sprawiało mi ogromny ból. Poddałam się operacji wymiany stawów biodrowych i kolanowych. Przyszła radość, że przestało boleć, jednak brakowało zmiany w trybie życia. Tak było do czasu aż nawiązałam kontakt z byłą prezes Stowarzyszenia '3majmy się razem' Agnieszką B. To był przełomowy moment i moje życie diametralnie się zmieniło. Zawalczyłam o samodzielność. Niestety zmiany w stawach są na tyle duże, że nie jest to prostą sprawą, jednakże w chwili obecnej jest sporo pomocy w postaci chwytaków, ubieraków i innych dziwnych urządzeń. Zresztą jak to mówią: „potrzeba matką wynalazku”, więc niejednokrotnie sama tworzyłam metody mogące mi pomóc w codziennym życiu. Nastąpił fajny czas…. podróże, spotkania, udział w projektach aktywizujących… W 2009 roku miałam kolejną operację, po której choroba przypomniała o sobie z dużą mocą i sporo czasu zajęło zanim nieco odpuściła. Na dzień dzisiejszy jest w przyczajeniu. Cały czas jest we mnie bunt i brak pogodzenia się z chorobą, pomimo iż z RZS-em zmagam się już 29 lat, mam partnera, pracę i staram się sobie radzić… Wstydzę się mojej niepełnosprawności, mam trudności z proszeniem o pomoc i wciąż brak mi wiary w siebie…. Może to uzewnętrznienie się na forum trochę mi pomoże?
Trwa ładowanie komentarzy...