Heroiczna walka

Bohaterska Karolina
Bohaterska Karolina
Cały czas trwa na sza akcja - Pokażmy Młode Twarze Reumatyzmu! Dziś prezentujemy historię heroicznej walki o zdrowie Karoliny. Zachęcamy do przyłączenia się do naszej akcji. Historię Waszego chorowania, wraz ze zdjęciem przesyłać możecie na: m.kotarba@3majmysierazem.pl

Karolina i jej heroiczna walka.


W grudniu 2-14 roku usłyszałam diagnozę – RZS. Wcześniej, od ponad półtora roku, walczyłam nieprzerwanie z niesamowitym bólem, przede wszystkim stawów kolanowych. Ale moje doświadczenie bólu zaczęło się znacznie wcześniej.

Zacznę jednak od początku... Kiedy miałam 12 lat schodząc z krawężnika źle stąpnęłam i zaczęło doskwierać mi lewe kolano. Udałam się z mamą do ortopedy, który stwierdził niewielki uraz oraz tzw. kolano skoczka. Przepisał maści, leki przeciwzapalne i kazał czekać. Długo męczyłam się z bólem, potem na jakiś czas przeszło, ale przy większym wysiłku kolano nadal doskwierało. Rodzice postanowili coś z tym zrobić, więc znów udałam się do ortopedy, który zlecił badania RTG i USG stawu. Na kolejnej wizycie zadecydował, że potrzebna jest operacja – usunięcia fałdu przyśrodkoworzepkowego. Operację miałam wykonaną w wieku 14 lat. Ortopeda ostrzegł, żebym oszczędzała kolano i w niedługim czasie powinno wszystko powrócić do normy.

Po trzech latach pojawiła się kolejna "dziwna" sytuacja. Kładłam się do łóżka, jak co wieczór i nagle poczułam przeszywający ból w tym samym kolanie i tym razem nie mogłam nim ruszyć. Na pogotowiu powiedziano mi, że w przeciągu tygodnia muszę mieć wykonaną kolejną operację – uwolnienie boczne rzepki. Pojechałam skonsultować się jeszcze z moim (jeszcze wtedy) ortopedą, który stwierdził, że naciągnęłam jedynie więzadła, więc jest kwestią trzech tygodni i mi przejdzie. Dwie różne opinie… Rodzice postanowili udać się ze mną na konsultację do jednego z lepszych i doświadczonych (jak wtedy się wydawało) ortopedów w moim województwie. Wizyta była krótka dotknął kolana, obejrzał zdjęcie i wyznaczył termin operacji za 5 dni. I tak w wieku 17 lat przeszłam kolejną operację stawu kolanowego – uwolnienie boczne rzepki.

Miesiąc po operacji przeszłam wirusowe zapalenie opon mózgowych i spędziłam część wakacji w szpitalu. Miałam bardzo dziwne wyniki, ponieważ mój organizm, według badań krwi, wcale nie walczył z wirusem. Po tych wszystkich rewolucjach miałam większe lub mniejsze dolegliwości ze strony kolana, które w miarę możliwości starałam się przezwyciężyć sama.

Minęły kolejne trzy lata, zaczęłam drugi rok studiów. Na drugim roku wszyscy studenci musieli wybrać obowiązkowe zajęcia z wychowania fizycznego. Wybrałam aerobik, ponieważ ten przedmiot gwarantował przede wszystkim wzmacnianie mięśni, głównie dolnych partii, więc stwierdziłam, że w moim przypadku rozbudowanie mięśni nóg będzie najlepszym rozwiązaniem. Minął miesiąc od rozpoczęcia zajęć i nagle coś zaczęło się ze mną dziać. Zaczęły boleć mnie drobne stawy – ale uważałam, że są to zwykłe zakwasy po intensywnych zajęciach. Po tygodniu doszedł straszny ból kolan. Rozumiałam, że lewa noga może mnie boleć z przesilenia, ale nigdy wcześniej nie doskwierał mi ból prawego kolana. Nie minął tydzień i udałam się do ortopedy. Lekarz po wstępnym badaniu stwierdził przyparcie boczne rzepki (w obu kolanach), przepisał maści i dał całoroczne zwolnienie z zajęć wychowania fizycznego. Ból mimo wszystko nie ustępował, udałam się ponownie do lekarza, podał mi zastrzyk przeciwbólowy do stawu i kazał czekać. Po dwóch dniach ból był nie do zniesienia, zaczęłam chodzić już jedynie przy pomocy kul ortopedycznych. Na kolejnej wizycie lekarz zlecił badania krwi w kierunku wykluczenia choroby reumatycznej. Wyniki wyszły w normie, jednak pomimo tego, lekarz zlecił na luty 2014 roku artroskopię zwiadowczą prawego kolana. Oczyszczono mi staw i pobrano materiał do badań histopatologicznych. Badanie wykazało przewlekły ostry stan zapalny maziówki. Dalsze leczenie zalecono w poradni reumatologicznej. W międzyczasie wykonałam również prywatnie USG stawów kolanowych, gdzie wyszło, że mam zaledwie 1/3 chrząstki stawowej, jaką powinnam mieć w swoim wieku. Wszystko to działo się w czasie zimy i oprócz bólu ze strony stawów, czułam przeogromny ból dłoni i stóp w koniuszkach palców, szczególnie będąc na mrozie. Wchodząc do gabinetu reumatologa zanosiłam się płaczem z bólu. Lekarz spojrzał na moje dłonie i bez wahania stwierdził, że jest to zespół Raynauda (żeby to potwierdzić miałam wykonaną kapilaroskopię). Następnie zbadał mnie pod kontem nerwobóli, ale nic na to nie wskazywało. Opisałam wszystkie swoje dotychczasowe objawy, lekarz wypisał skierowanie do szpitala na obserwację. Pobyt w szpitalu był dziwny. Ponownie, podczas przyjmowania na oddział opisałam dotychczasowe dolegliwości, jak np. wyższa temperatura – lekarz stwierdził, że może to być wynik przemęczenia po zabiegu kolana (3 tygodnie po), kiedy skarżyłam się lekarzowi na sztywność i ból stawów rąk, skomentował to złą techniką gry na fortepianie (studiuję kierunek muzyczny). Wykonano mi jedynie RTG rąk i stóp oraz badania krwi i moczu. Miałam mieć wykonany rezonans kolan, głównie po to byłam wysłana na oddział, ale nie wykonano tego badania. Przychodziło do mnie wielu lekarzy, badało, oglądało, komentowało. Po tygodniu wezwano mnie i moją mamę na poważną rozmowę z reumatologiem i ortopedą. Powiedziano mi, że na pewno reumatycznie jestem zdrowa. Ortopeda opowiedział mi o bardzo poważnej operacji, którą muszę przejść, w jak najszybszym czasie (hodowla i przeszczep chrząstki stawowej itd.), która musi być wykonana prywatnie w klinice w Warszawie i jej koszt, to ok. 40 tys. złotych. Zalałam się łzami, skąd weźmiemy tyle pieniędzy? Poza operacją zlecono mi zastrzyki z kwasem hialuronowym. Na kolejnej wizycie u w/w ortopedy miałam mieć zaaplikowany zastrzyk do stawu. Wizyta była straszna. Na samym początku lekarz nawyzwał mnie, że chodzę jak osoba z paraliżem, kazał się położyć, wstrzyknął specyfik i nie dając opatrunku kazał się ubrać i wyjść, bo ma innych pacjentów. Nagle na moich jasnych spodniach pojawiła się ogromna plama krwi. Rodzice poprosili o opatrunek pielęgniarkę, która przepraszała za lekarza. Wyszliśmy z przychodni. Całą drogę do domu przepłakałam, u tego ortopedy już się nie pojawiłam. Popytałam wśród znajomych o dobrego ortopedę w moim mieście i w desperacji udałam się na wizytę. Lekarz – sugerując się opinią ze szpitala – zalecił zastrzyki Synvisc z kwasem hialuronowym, które do pół roku powinny dać jakieś efekty, przepisał mi również w zwiększonej dawce glukozaminę.

Przez te pół roku było jedynie coraz gorzej. W listopadzie 2014 roku lekarz zalecił rezonans magnetyczny prawego kolana. Badanie miało wskazać główny problem ze strony stawu, ponieważ planował inwazyjną operację, ale już nie tak kosztowną jak poprzedni lekarz. Rezonans pokazał coś niespodziewanego – typowe objawy dla schorzeń reumatycznych – przerost maziówki, ostry stan zapalny, nadżerki itd. Stan mojego stawu ocenił na kolano 70-latki. Rodzice i ja się załamaliśmy. Moja mama jest bardzo zaangażowana i żeby mi pomóc, zarejestrowała mnie do pierwszego wolnego reumatologa w naszym mieście. W grudniu 2014 roku trafiłam do przesympatycznej pani doktor. Po przeprowadzeniu ze mną wywiadu i obejrzeniu wyników badań stwierdziła podejrzenie RZS, zapisała Metypret 4 mg i Metotreksat 15 mg i po miesiącu miałam się zgłosić na kolejną wizytę. Leki przez ten miesiąc nie zadziałały, najpierw zwiększyła mi Metypred do 8 mg, co niczym nie poskutkowało, a na kolejnej zwiększyła Metotreksat do 25 mg i prosiła, żebym udała się do bardziej doświadczonego reumatologa.

28. lutego 2015 roku trafiłam do reumatologa w Warszawie. Pan doktor, słuchając całej mojej historii, złapał się za głowę. Już po wstępnym wywiadzie i obejrzeniu moich stawów oraz wyników stwierdził niezaprzeczalnie RZS. Nie potrafił zrozumieć, jak tylu lekarzy mogło stawiać tak różne diagnozy. Podkreślam, że razem z rodzicami nie przebieraliśmy w środkach i chodziłam głownie prywatnie do lekarzy-ordynatorów w swoim województwie. Wszystkie objawy, które mam obecnie są już następstwem i powikłaniem postępującej choroby. Lekarz oszacował, że leczenie można było rozpocząć już jakieś 2 lata wcześniej. Zapytałam o operację, powiedział, że ta nastąpi, ale na pewno nie teraz, ponieważ moje kolana, są – przez poprzednie nic nie wnoszące operacje – w bardzo złym stanie, więc kolejne otwarcie pogorszyłoby tylko sprawę. Lekarz powiedział, że to przez co przeszłam zabiłoby zdrowego i podziwia moją determinację i siłę. Przepisał mi Metypred 8 mg, Metotreksat 25 mg, Sulfasalazynę 1000 mg, Arechin 250 mg i Majamil. Obiecał, że zrobi wszystko żeby mi pomóc i niedługo odstawię kule. Powiedział, że do końca marca leki powinny zacząć działać, jak na razie ciągle czekam na efekty, ale się nie poddaję. Obecnie musiałam przerwać studia (jestem na urlopie dziekańskim), ale jestem pełna nadziei, że w październiku pójdę bez kul, o własnych siłach na uczelnię. Trzymajcie za mnie kciuki!
Trwa ładowanie komentarzy...