O autorze
Marta Kotarba-Kańczugowska choruje na toczeń. Jest pomysłodawczynią akcji Reumatyzm Ma Młodą Twarz oraz wiceprezesem Stowarzyszenia młodych chorych reumatycznie „3majmy się razem", założonego przez osoby, które zachorowały na choroby reumatyczne w dzieciństwie lub młodości, a teraz chcą aktywnie wspierać chorych: dzieci, młodzież, dorosłych oraz ich rodziny.
Więcej: Reumatyzm Ma Młodą Twarz.pl
Polub nasz fanpage na FB

By bolało mniej...

Świat jest zagadką łagodną...
Świat jest zagadką łagodną...
Będzie refleksja na miarę Seksu w wielkim mieście...

W poniedziałek zostałam zaproszona na spotkanie grupy samorozwojowej dla kobiet po rozwodzie. Wszyscy wiedzą, jakie mam podejście do takich motywacyjnych nasiadówek, ale że prowadzi to moja serdeczna koleżanka, więc się zgodziłam. Pierwsze pół godziny siedzimy i narzekamy, co jest trudne, co przeszkadza, co niepokoi, jakie mamy lęki… jakie mamy k*** lęki… Wstaję i mówię – chodźcie potańczymy. Włączyłam OMI – Cheerleader.





I teraz taka sytuacja – dwanaście dorosłych kobiet, po przejściach, doświadczonych, więc ze świadomością tego, że były już podziwianie, kochane, pożądane, ale i odrzucane, ośmieszane, lekceważone… stoi i patrzy na mnie z niepokojem. Mówię, żeby się wyluzowały i poczuły się dobrze ze sobą, kręcę biodrami, podskakuję… a one stoją… Kobiety, które nie są w stanie pokręcić biodrami. Czy naprawdę faceci są w stanie nas oduczyć kręcenia biodrami?!?!?! Wreszcie coś zaskoczyło – poskakałyśmy, poklaskałyśmy, pomachałyśmy rękami, więc zdobyłam się na moją życiówkę – motywacyjna gadka Kotarby: Pewnie, że boli, powiem na przykładzie swojej choroby – bywam traktowana jak numer pesel z określonymi objawami, rozcinają mi mostek, kroją, cewnikują, wpinają wenflony, podłączają kroplówki, szprycują lekami, choroba odbiera poczucie bezpieczeństwa, a nawet czasem godności, człowiek staje się symptomami i nie umie odnaleźć siebie, nie może realizować swoich marzeń, boi się, ma te pieprzone lęki, ale to nie znaczy, że trzeba usiąść i ciągle o tym mówić, analizować i rozważać, co bolało mocniej, gdzie mam teraz nadżerkę, gdzie mnie piecze i który staw mi puchnie... Pogadajmy, co zrobić, aby bolało mniej – zainwestujmy w drobne przyjemności, w znajomości z fajnymi ludźmi, potańczmy, idźmy na spacer, napijmy się kawy, namalujmy obraz, śmiejmy się głośno, bądźmy autentyczni, szczerzy ze sobą i ze światem, wybaczajmy, nie trzymajmy urazy, nie analizujmy, dbajmy o siebie. Wtedy nawet gdy boli, to wiadomo, że to przejściowe, bo zawsze można zrobić coś, by bolało mniej… Zawsze. Choćby przytulić się do psa.
Mhm… tak więc – cytując klasyka – świat jest zagadką łagodną, a nasze szaleństwo czyni je strasznym, gdyż chce objaśnić według swojej prawdy. Naprawdę nie warto objaśniać świata według swoich prawd.

Idziemy zrobić coś, by bolało mniej!

PS. PS. Absolutnie nie neguję przeżywana złości, żalu i rozczarowania... analizujmy, ale nie stale, bójmy się, ale nie non stop, ale tak, czy owak wszystkiego nie zrozumiemy, więc ja bym tak do bólu jednak nie analizowała, nie można iść do przodu ciągle patrząc za siebie...

Marta
Trwa ładowanie komentarzy...